Nie muszę, ale CHCĘ!

25.05.2015
Wróć do bloga

Słynne „nie chcę, ale muszę” Lecha Wałęsy weszło do kanonu aforyzmów, ale także panoszy się w naszym życiu, prywatnym i zawodowym, a często – za często – dominuje.

Jesteśmy zalewani obowiązkami: „muszę iść, muszę zrobić, pomóc, skończyć…”.

Muszę, muszę…

Czym jest wolontariat ? Moja definicja jest prosta:

Nie muszę, ale chcę.

Zamiast siedzieć na kanapie z pilotem w ręku jedziemy do schroniska wyprowadzać psy na spacer, odrabiamy lekcje z dziećmi ze świetlicy środowiskowej, robimy zakupy chorej sąsiadce, pakujemy książki do ciężkich kartonów i wieziemy je do Zakładów Karnych, oprowadzamy zwiedzających w Muzeum, tworzymy wikipedię jako e-wolontariusze.

Według ustawy z dn. 24 kwietnia 2003 r. „wolontariuszem jest osoba, która ochotniczo i bez wynagrodzenia, wykonuje świadczenia na rzecz korzystających”.

„U licha ! Już 40 lat mówię prozą nic o tym nie wiedząc.” – molierowski pan Jourdain nie wiedział, że mówi prozą; ludzie, którzy pomagają, robią coś dla innych często nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że to właśnie jest wolontariat.

Czyżby  „gen pomagania” rozsiany był jednak nierówno ? Średnio ponad 20% Europejczyków uczestniczy w wolontariacie, ale w Szwecji, Finlandii i Danii to już 45%, natomiast w Polsce udziela się jako wolontariusze 9% dorosłych. Mniej aktywni są tylko Estończycy… [za: CSRinfo]. Gen pomagania to oczywiście żart. Problemem Polaków jest niski kapitał społeczny, konsekwencja naszych doświadczeń historycznych, nakierowanie na rodzinę (rodzina zajmuje niezmiennie pierwsze miejsce wśród wartości, jakimi kierują się Polacy – CBOS 2013).

I dlatego warto zmieniać wyobrażenia i podejście do wolontariatu, wielka tu rola pracodawców.

Już uczestnicy Trzeciego Europejskiego Sympozjum Zarządzania, które odbyło się w Davos w 1973 roku uznali, iż zadaniem kierownictwa przedsiębiorstwa jest nie tylko osiąganie zysku, ale swego rodzaju służba, przyczynianie się do humanizacji pracy, wykorzystywanie wiedzy i środków dla dobra społeczeństwa tak, by zapewnić przyszłym generacjom warte życia środowisko.

Dwadzieścia jeden lat później sygnatariusze Zasad Okrągłego Stołu z Caux nazwali to koniecznością odpowiedzialnego zachowania wobec interesariuszy.

To są drogowskazy, a fantastycznym narzędziem dla realizacji tych celów jest wolontariat pracowniczy. Jakie korzyści mają z niego firmy? Aktywnych pracowników z inicjatywą zdobywających nowe kompetencje, szczególnie liderskie, uczących się współpracy w grupie, wyznaczania celów, lojalnych i zmotywowanych do pracy do pracy w firmie, która stwarza możliwości realizacji również pozaprofesjonalnej, no i dobre relacje z otoczeniem, które – co nie bez znaczenia – przekładają się na dobry wizerunek firmy.

Co robić, żeby takie programy wypaliły? Szefowie firm muszą tylko (!) sami się angażować, zarażać entuzjazmem, stwarzać możliwości, ułatwiać, pomagać. Jedną trzecią –przynajmniej- życia spędzamy w naszych miejscach pracy, a rządzą tu hierarchie, cele biznesowe, terminy, konkurencja, zyski.

Rajd rowerowy z niewidomymi pasażerami na tylnym siodełku tandemu, pełnomorskie Rejsy Odkrywców dla  dzieci z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych, remont ośrodka edukacyjnego dla kobiet w Maroku, charytatywne spektakle teatralne, Drużyna Szpiku rejestrująca dawców, ekspedycje naukowe dla dzieci z małych wiejskich szkół, zbiórki żywności, szkolenia z pierwszej pomocy, warsztaty dla żądnych wiedzy praktycznej młodych przedsiębiorców, tutoring dla dzieciaków pozbawionych w  swym trudnym życiu autorytetów – co łączy wszystkie te działania ?

Brali w nich udział ludzie, pracownicy firm, którzy nie musieli tego robić. Ale chcieli, sami tego chcieli: podarować swój czas, entuzjazm, wiedzę, umiejętności z poczuciem, że komuś to pomoże, ucieszy, a czasem nawet zmieni życie.

Padały tu hierarchie, zamiast konkurencji rządziła współpraca, terminy ustalane były oddolnie, w zależności od potrzeb, a cele biznesowe zastępowały POTRZEBY.

W świecie pełnym działań pozorowanych, w swej istocie niepotrzebnych, pojawia się wolontariat, którego immanentną cechą jest prawda. Prawda potrzeb, motywacji, działań, a przede wszystkim przydatności.

Robimy coś dla innych, ale też, czasem nieświadomie, dla siebie – bo czujemy się wtedy lepsi i to nie w cudzych oczach, ale we własnych. Ale to tylko w sytuacji:  „nie muszę, ale chcę”.

 

Elżbieta Łebkowska

Socjolożka, wydawca. W latach 1990 – 1998 współwłaścicielka i prezes Wydawnictwa Tenten. Od 1999 roku związana z pracą w organizacjach pozarządowych. Członkini zarządu Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce oraz Spółki „Inwestycje Społeczne”, członkini Rady Fundacji „Dobra Sieć”. Właścicielka firmy doradczej zajmującej się m.in. badaniem i propagowaniem stosowania zasad odpowiedzialności społecznej w biznesie.

 

INBOX)10809